Newsletter rekrutacyjny – jak go zbudować od zera na Messengerze
Kandydat, który dobrze wypadł na rozmowie, ale nie dostał tej konkretnej roli, znika. Za pół roku otwierasz nową rekrutację na podobne stanowisko i zaczynasz sourcing od zera – mimo że kilka miesięcy temu miałaś w rękach kogoś dobrego.
Newsletter rekrutacyjny na Messengerze rozwiązuje dokładnie ten problem – utrzymuje kontakt z wartościowymi kandydatami między jedną rekrutacją a drugą, bez ręcznego pisania do każdego z osobna.
Dlaczego Messenger, a nie e-mail
Wiadomości e-mail od firm rekrutacyjnych mają niski wskaźnik otwarć – trafiają do zakładki z ofertami, obok newsletterów sklepowych. Wiadomość na Messengerze wygląda jak wiadomość od znajomego, więc jest otwierana i czytana znacznie częściej.
To nie oznacza, że e-mail jest bezużyteczny – ale jako kanał do budowania relacji z kandydatami, które mają szansę przełożyć się na przyszłą rekrutację, Messenger dziś po prostu działa lepiej.
Kto powinien trafić na listę
Nie każdy kandydat, który aplikował, powinien znaleźć się w newsletterze – to zaśmieci listę i obniży jakość odpowiedzi. Warto dodawać:
- Kandydatów, którzy doszli daleko w procesie, ale przegrali z innym kandydatem – to grupa, o której pisaliśmy w artykule o talent poolu i kandydatach, którzy prawie przeszli.
- Kandydatów pasywnych, którzy odpowiedzieli na wiadomość, ale nie byli akurat zainteresowani zmianą pracy.
- Osoby, które same wyraziły zainteresowanie firmą – np. komentując posty rekrutacyjne na Facebooku czy Instagramie.
Zgoda na kontakt musi być jawna – kandydat sam zapisuje się do newslettera, klikając „Wyślij wiadomość” pod postem lub linkiem, nie jest dopisywany automatycznie z bazy CV.
Budowanie listy krok po kroku w ManyChat
Krok 1. Punkt zapisu
Najprostszy sposób to komentarz pod postem rekrutacyjnym – kandydat pisze konkretne słowo (np. „chcę”), a ManyChat automatycznie wysyła mu wiadomość prywatną z propozycją zapisu na newsletter o przyszłych ofertach.
Krok 2. Wiadomość powitalna z jasnym ustaleniem oczekiwań
Od razu po zapisie kandydat powinien wiedzieć, czego się spodziewać – jak często dostanie wiadomość i jakiego typu ofert dotyczy newsletter. Bez tego zapis na listę i pierwsza wiadomość za dwa miesiące wyglądają jak spam.
Krok 3. Segmentacja według obszaru zainteresowań
W ManyChat możesz oznaczyć kandydata tagiem odpowiadającym jego obszarowi (np. „sprzedaż”, „IT”, „produkcja”). Dzięki temu newsletter trafia tylko do osób, dla których dana oferta ma sens – zamiast wysyłać wszystko do wszystkich.
Krok 4. Harmonogram wysyłek
Ustaw cykliczną wysyłkę – raz na dwa do czterech tygodni. Częściej i lista zaczyna się wypisywać, rzadziej i kandydaci zapominają, że się zapisali.
Co wysyłać, żeby lista nie wypisywała się z newslettera
Sam newsletter nie może być wyłącznie listą otwartych stanowisk – to zamienia go w kolejny portal ogłoszeniowy, z którego łatwo się wypisać.
- Nowe oferty pasujące do zainteresowań danej grupy – segmentowane, nie masowe.
- Krótkie informacje o firmie – zmiany w zespole, ciekawe projekty, żeby kandydat czuł się na bieżąco, nawet gdy nie szuka aktywnie pracy.
- Pytanie kontrolne co jakiś czas – „wciąż aktualne, że interesuje Cię obszar X?” – pozwala oczyścić listę z osób, które faktycznie już się przekwalifikowały.
Proporcja ma znaczenie: przewaga wartościowej treści nad czystą ofertą sprawia, że kandydat zostaje na liście dłużej niż jeden cykl rekrutacyjny.
Różnica między newsletterem a chatbotem kwalifikacyjnym
To dwa różne narzędzia, które łatwo pomylić. Chatbot kwalifikacyjny reaguje na konkretne zgłoszenie i prowadzi kandydata przez pytania odsiewające – jednorazowo, przy jednej rekrutacji. Newsletter działa w tle, między rekrutacjami, i ma inny cel: utrzymać kontakt, a nie zakwalifikować do konkretnej roli.
Jeśli nie masz jeszcze wdrożonego chatbota kwalifikacyjnego, zacznij od niego – to prostszy pierwszy krok w automatyzacji Messengera, opisany w artykule o budowaniu wizerunku pracodawcy na Messengerze.
Efekt widoczny po kilku miesiącach, nie po pierwszej wysyłce
Lista kandydatów budowana przez Messenger nie przynosi natychmiastowego efektu – jej wartość widać dopiero przy kolejnej rekrutacji, kiedy zamiast zaczynać sourcing od zera, masz już grupę osób gotowych do rozmowy. To różnica między szukaniem kandydata a wysłaniem jednej wiadomości do kogoś, kto już zna Twoją firmę.
